Ku pamięci Leona Wyczółkowskiego (1852 – 1936)

Nikt tak nie malował drzew

Tadeusz Tylżanowski

Leon Wyczółkowski, fot. Wikipedia Wikimedia Commons, CC-BY-SA 3.0

Minęło przeszło 80 lat od śmierci jednego z naszych największych artystów malarzy, Leona Wyczółkowskiego. Urodzony w 1852 roku na Podlasiu, kształcił się w Warszawie, Krakowie i za granicą. Był uczniem Gersona i Matejki, rówieśnikiem Chełmońskiego, Gierymskiego i Fałata.

Chociaż cała twórczość Wyczółkowskiego przepełniona była obrazami przyrody, to zaszczyty w jej odtwarzaniu osiągnął chyba w ostatnim piętnastoleciu swojej działalności twórczej, szczególnie w rysunku i grafice.

Dworek w Gościeradzu

Z ziemią bydgoską związał się Wyczółkowski od 1922 roku. Za wspaniały dar dla Muzeum Wielkopolskiego w Poznaniu, obejmujący bogatą kolekcję dzieł malarstwa i sztuki zdobniczej, otrzymał jako wyraz szczególnej wdzięczności od społeczeństwa Wielkopolski resztówkę w Gościeradzu pod Bydgoszczą.

Obejmowała ona niewielki dworek otoczony parkiem wraz z przyległym sadem i ogrodem warzywnym. Siedemdziesięcioletni już wówczas artysta znalazł się w pobliżu rozległego kompleksu Borów Tucholskich. Spełniło się w ten sposób jego marzenie. Od razu też przystąpił do pracy. Zaraz na początku swego gościeradzkiego okresu poznał wielkiego miłośnika przyrody, nadleśniczego z Różannej pod Koronowem, inżyniera Kazimierza Sulisławskiego. Ich znajomość wkrótce przerodziła się w serdeczną przyjaźń. Odtąd razem wędrowali po Borach Tucholskich i lasach w okolicach Gościeradza.

W pierwszych latach pobytu Wyczółkowskiego w Gościeradzu oprócz grafik, ilustrujących piękno parku, ogrodu, okolicznych pól i lasów, powstają litografie drzew z lasów okolic Różannej – sosny, dęby.

„Święty Gaj”

W 1926 roku Wyczółkowski trafia do Wierzchlasu. Ten fragment Puszczy Pomorskiej najbardziej go oczarował. Wśród prastarych cisów czuje się jak w świątyni. Przebywa tu tak często, jak tylko może, wraz ze swoim nieodłącznym towarzyszem. Pracuje od świtu do nocy, nieprzerwanie, z uporem.

Ten liczący zaledwie kilkanaście hektarów zakątek Puszczy Pomorskiej nazywa „Świętym Gajem”. Przepełniony miłością do jego drzew odtwarza je w swoich grafikach. Powstaje tu ponad sto szkiców, rysunków i litografii. Jedna z nich przedstawia najstarszy cis Wierzchlasu, który sam artysta nazywa „Chrobrym”. Rysuje „siostrzane sosny”, kępę olch, inne cisy i całe fragmenty rezerwatu. Po latach rezerwat ten zostanie nazwany jego imieniem.

Powracając z męczących wędrówek po Puszczy Pomorskiej do Gościeradza, nie odpoczywa. Rysuje wszystko wokół: drzewa i krzewy parku, w sadzie drzewa owocowe pokryte wiosennym kwieciem. Okoliczne pola i krajobrazy.

Twórczość nad Brdą

W 1927 roku inż. Sulisławski obejmuje nadleśnictwo Świt pod Tucholą. Wyczółkowski chętnie go odwiedza, spędzając w domu przyjaciela nieraz całe tygodnie. Nie są to wizyty kurtuazyjne. Wyczółkowski pracuje bez wytchnienia. Ze wspólnych wędrówek powstają setki rysunków i litografii lasów, drzew i roślin w pełnym świetle i wieczornym zmierzchu, w wiosennym kwieciu i zimowej szadzi. Dęby, lipy przy osadzie nadleśnictwa Świt, krajobrazy nad Brdą.

Mostek na Brdzie - fot. Adam Paluśkiewicz

Dąb w Nowym Jasińcu

Sulisławski, w 1930 roku, przenosi się do nadleśnictwa Żołędowo pod Bydgoszczą. Tu Wyczółkowski również jest częstym gościem. Powstają kolejne prace: krajobrazy Smukały, motywy z Żołędowa. Skończył właśnie osiemdziesiąt trzy lata, kiedy to w 1934 roku, podczas kolejnej wyprawy w poszukiwaniu modeli do swych prac, trafia do Nowego Jasińca pod Koronowem. Tu, oczarowany potęgą dębu, jednego z najwspanialszych w okolicy, rozkłada przy nim swoje sztalugi. Odtwarza go w tuszu.

Ciężka to praca, pożera resztki sił artysty. Ale jej nie przerywa. Czuje, że to ostatnie jego dzieło. Pracując, rozmawia z drzewem. „Ja cię zmogę” – grozi mu. I zmógł. Na obrazie Wyczółkowskiego dąb ożywa. Oto ciemną grabową aleją, widoczną w promieniach zachodzącego słońca, zbliża się w kierunku dębu grupka wojów. Może po to, by na groty ich włóczni spłynęła jego potęga i moc do walki z wrogiem, a może po to, by ugiąć kolana przed jego majestatem?

Artysta ukończył dzieło w 1935 roku. W rok później zmogła go choroba.

Śmierć artysty

Wyczółkowski umiera w szpitalu w Warszawie, 27 grudnia 1936 roku, do ostatniej chwili trzymając rękę swojego przyjaciela i druha malarskich wypraw po Puszczy Pomorskiej. Jeszcze na kilka dni przed śmiercią kazał podać sobie „siostrzane sosny” z ulubionego Wierzchlasu i pędzel, którym wprowadził ostatnie poprawki na obrazie.

Życzeniem artysty było spocząć na cmentarzu we Wtelnie nieopodal Gościeradza. Jego wola została spełniona. Z ziemią bydgoską, którą tak ukochał, związał się na zawsze. „Łowca światła” – określił go jego przyjaciel. Nikt, tak jak Fałat, nie umiał malować śniegów, jak Kossak – koni. Nikt tak jak Wyczółkowski, nie namalował drzew.

Współczesny krajobraz

Co współcześnie pozostało na szlakach jego przyrodniczych wędrówek po ziemi bydgoskiej? Które z drzew – modeli przez niego portretowanych oparły się niszczącemu działaniu czasu, w jakim stopniu zmieniał się krajobraz okolic, w których żył i tworzył?

Dworek w Gościeradzu, istnieje nadal, choć zmienił swój wygląd. Zmienił się także park, ogród i krajobraz wokół Gościeradza. Nie ma dębu w Różannej. W miejscu, gdzie rósł, a wraz z nim wiele innych pięknych drzew, połyskuje tafla Zalewu Koronowskiego powstałego ze spiętrzenia Brdy. Los dębu podzieliła też nadleśniczówka. Nie ma już brzozy przy dworku w Gościeradzu, ani świerków w parku, ani alei „żałobnej”. Nie ma drzew owocowych w sadzie tak bogato strojących się wiosennym kwieciem – ani jabłoni, ani czereśni, ani gruszy „Małgorzaty”. Dla nich biologiczny czas się wypełnił. Żyją one jednak w obrazach mistrza najpiękniejszymi swymi chwilami, chwilami wiosennego ciepła i światła.

Ale i w obecnych okolicach Gościeradza nie brak byłoby tematów dla wielkiego artysty, gdyby żył teraz. W parku wyrosły drzewa równie wspaniałe, jak dawniej przez niego odtwarzane. Stare drzewa owocowe w sadach okolicznych gospodarstw zostały zastąpione nowymi. I tak samo zmieniają się pory roku, tak samo w zimowym słońcu błyszczy szron i szadź na drzewach i śnieg w lesie, tak samo kwitną kwiaty na łąkach i polach. Tylko w okresie żniw na polu zamiast żniwiarza pojawia się kombajn, a zamiast konia – traktor.

W uroczysku Świt też zaszły zmiany. Także tu nie ma już nadleśniczówki, zniszczyła ją pożoga wojenna. W niegdyś pięknie utrzymanym parku, który ją otaczał rosną jednak nadal owe lipy i dęby, które Wyczółkowski w tak mistrzowski sposób odtworzył w swoich rysunkach i litografiach. Niewiele się zmieniły. Patrząc na nie, odczuwa się wielki podziw dla autora ich portretów. Podziw ten wzrasta jeszcze bardziej, gdy ogląda się rosnący po dziś dzień w niezmienionej postaci i w niezmienionym otoczeniu dąb – olbrzym, dąb – mocarz w Nowym Jasińcu. Na nim również minione lata nie odcisnęły swego piętna. Bije zeń powaga i siła. W poszumie jego potężnej korony słychać opowieść o dawnych wiekach.

Powagę „Świętego Gaju” odczuwa każdy, kto przekroczy bramy rezerwatu cisowego w Wierzchlesie. Przed oczyma stają te same obrazy, jakie utrwalił wielki mistrz pędzla. Choć i tu nie obyło się bez zmian. Zakończyły swój żywot „siostrzane sosny”, te same, których wizerunek w tuszu poprawiał jeszcze na łożu śmierci. Inwazja brudnicy mniszki, która spustoszyła lasy Pomorza w latach 1978 – 1983, nie oszczędziła również ich. Rosną nadal jednak ich siostrzyce, rosną jawory, brzozy, olchy i cisy, te same, które uwieńczone są w obrazach. Rośnie też nadal najwspanialszy z cisów, przedmiot zachwytu Wyczółkowskiego, cis „Chrobry”.

Cis Chrobry, fot. Jerzy Strzelecki, Wikipedia Wikimedia Commons, CC-BY-SA 3.0

Testament

W okresie powojennym wszystkie drzewa, odtwarzane przez Wyczółkowskiego, których nie zniszczył ząb czasu, zostały uznane za pomniki przyrody i otoczone wielką troską. Rezerwat cisów otrzymał nazwę „Cisy Staropolskie im. Leona Wyczółkowskiego w Wierzchlesie”. Wszystko to stało się za staraniem przyjaciela i druha leśnych wypraw artysty, inżyniera Kazimierza Sulisławskiego, który w roku 1951 został pierwszym na ziemi bydgoskiej wojewódzkim konserwatorem przyrody.

Tablica rezerwatu - fot. Adam Paluśkiewicz

Zarówno ów „Święty Gaj” w Wierzchlesie, jak i drzewa – pomniki, długo jeszcze będą cieszyły oczy patrzących na nie i będą świadczyły o twórczej, wytrwałej i niezmordowanej pracy Piasta malarstwa polskiego oraz jego niezmierzonej miłości do przyrody ojczystej, której artystycznemu przedstawieniu poświęcił wszystkie swe siły, olbrzymią wiedzę i niepospolity talent. Jeśli idea ochrony tych drzew, ochrony naszych lasów i całej przyrody ojczystej trafi również do naszych serc i umysłów, będziemy mogli powiedzieć, że wypełniamy testament wielkiego artysty i jego przyjaciela – leśnika.

Na stronie interentowej poświęconej Leonowi Wyczółkowskiemu możemy skorzystać z galerii, w której znajduje się baza dzieł artysty.

Autor: Tadeusz Tylżanowski