W gościnne progi skansenu

Do Wdzydz Kiszewskich droga prawie cały czas wiodła przez lasy. Lasy, lasy, lasy… I co jakiś czas świetliste, drogie kamienie jezior oprawionych misternie w zieleń sosen, grawerowaną gałęziami brzóz. Ach, cóż to za frajda, kiedy jest już zbyt jesiennie, zbyt zimno i zbyt daleko na rower, mknąć cicho samochodem przez lasy. Byle nie za szybko,[…]